Menu
1 / 0
Aktualności /

Jakub Szymański: czuję się faworytem halowych mistrzostw świata, stać mnie na szybkie bieganie i walkę o złoto

Jakub Szymański: czuję się faworytem halowych mistrzostw świata, stać mnie na szybkie bieganie i walkę o złoto

W piątkowy wieczór w Berlinie czasem 7.37 poprawił halowy rekord Polski w biegu na 60 metrów przez płotki. Ten wynik plasuje go ex aequo z dwójką Amerykanów na czele światowych tabel. – Mimo, że jest nas trzech z tym czasem 7.37, to czuję się faworytem halowych mistrzostw świata. Wierzę, że mogę w Toruniu sięgnąć po złoto – zapowiada płotkarz Jakub Szymański.

Urodzony w 2002 Jakub Szymański od początku kariery związany jest z Sopockim Klubem Lekkoatletycznym. To właśnie tam jego talent odkrył niegdysiejszy mistrz Polski w rzucie oszczepem Bernard Werner. Pod jego okiem Szymański między innymi zostawał halowym rekordzistą Polski do lat 18 i 20 w biegu na 60 metrów przez płotki. W 2021 roku wywalczył brązowy medal mistrzostw świata juniorów na otwartym stadionie. Obecnie trenuje w grupie, którą prowadzą Mikołaj Justyński i Maciej Ryszczuk. Ten duet doprowadził go do halowego mistrzostwa Europy (Apeldoorn 2025). Od 2024 roku regularnie poprawia halowy rekord Polski w biegu na 60 metrów przez płotki. Przed kilkoma dniami podczas mityngu ISTAF Indoor w Uber Arenie w Berlinie doprowadził go do poziomu 7.37. Z tym wynikiem jest współliderem światowych tabel i jednym z największych polskich faworytów zbliżających się mistrzostw świata w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń.

Czy wiesz, jaki jest najpopularniejszy na świecie model pasażerskiego samolotu odrzutowego?

Boeing?

Tak, dokładnie! To Boeing 737 i to bardzo skojarzyło mi się z Twoim biegiem w Berlinie, w którym uzyskałeś rekord Polski 7.37. Sunąłeś po tej bieżni niczym odrzutowiec. Jak się czułeś w tym biegu?

Generalnie to już po starcie w mistrzostwach Polski, gdzie pobiegłem 7.40, czułem, że rekord Polski może paść w każdej chwili. W Toruniu zabrakło 0.009 sekundy. Natomiast w Berlinie chciałem pobiec 7.45, żeby ten sezon startowy przed mistrzostwami świata zakończyć zwycięstwem. Nauczyłem się już, żeby tak nie myśleć o tych wszystkich rekordach. W tym sezonie wiedziałem też, że nie poprawię rekordu Polski – jak przed rokiem – w inauguracyjnych startach. Dlatego do tych pierwszych biegów podchodziłem luźno. Dopiero potem uruchomiłem ten głód i od Belgradu pojawiły się lepsze wyniki. Po prostu musiałem chwilę na to poczekać. Efekty widać na przykład po starcie w piątek w Berlinie. Psychicznie przed tym biegiem byłem przygotowany, że zrobię najlepszy możliwy w tym dniu wynik. Miałem bardzo dobrą reakcję startową, to było kluczowe. Na dystansie nie byłem aż tak dobry, jak na mistrzostwach Polski. Pozostaje się cieszyć, że udało mi się tak dobrze wyjść z bloków. Wtedy mam duży handicap. Chcę gonić Amerykanów, oni notują świetne reakcje startowe.

Wspominałeś o reakcji startowej w Berlinie. Tam było ogromne zamieszanie związane z aparaturą startową i odstrzeliwaniem falstartów. Dotknęło to m.in. Pii Skrzyszowskiej. Miało to jakiś wpływ na Twój start?

Nie. Nic o tym nie wiedziałem. Byłem w hali rozgrzewkowej i nie docierały do mnie informacje o tych wariacjach, które działy się na głównej arenie. Wiem natomiast, że moja reakcja była prawdziwa. Nie wiem natomiast dlaczego Damiana puścili z 0.098. Coś musiało być nie tak, natomiast chcę podkreślić, że moja reakcja była OK.

W Berlinie uzyskałeś 7.37 i do Torunia na halowe mistrzostwa świata pojedziesz jako współlider światowych tabel. To pomaga, czy jest jednak rodzajem dodatkowej presji?

Presja jest, ale wywołana sama przez siebie. To 7.37 jest takim wynikiem, który pasuje tutaj bardzo dobrze. Zrównałem się z innymi, zatem nie będzie takiego pompowania balonika. Z drugiej strony jesteśmy na czele list w trójkę, więc oni też mogli stracić nieco pewności siebie po moim biegu w Berlinie. Mnie stać na szybsze bieganie. Jeśli złożę odpowiednio bieg, na co mam nadzieję w finale mistrzostw świata, to w zasięgu jest 7.35.

Miałem Cię spytać o to 7.35. Rok temu po mityngu Orlen Cup w Łodzi, kiedy pobiegłeś 7.39, wspominałeś, że Twoim celem jest właśnie bieg na poziomie 7.35. Rozumiem, że te słowa nadal są aktualne?

W zeszłym roku już był potencjał na taki czas. Zresztą, gdybym w Berlinie rzucił się na metę, to też pewnie coś z tych 7.37 by się urwało. Natomiast ja staram się wykonywać ten rzut tylko wtedy gdy czuję, że mam kogoś z rywali na plecach. W Berlinie było za mną pusto. W sumie to bardzo dobrze. Nie ma co doprowadzać rekordów od razu na jakiś poziom. Lepiej robić to małymi kroczkami, a nie zrobić bieg i wynik, którego nie da rady powtórzyć się przez kolejne dwa lata. Finał mistrzostw świata może jednak przynieść wszystko. Jest w Polsce, kibice mogą ponieść. Jest więc opcja, że jednak zrobię w Toruniu taki wynik, którego przez dłuższy czas nie będę już w stanie poprawić.

Wspomniałeś na początku naszej rozmowy halowe mistrzostwa Polski. Uzyskałeś 7.40, ale na dystansie miałeś kontakt z Damianem Czykierem. To wpłynęło, że w Toruniu nie było szybciej.

Zacznijmy od tego, że zrobiłem minimalny błąd techniczny na dobiegu, który zdarza mi się, gdy mam słabą reakcję startową. A tam było 0.183. Gdyby nie to, pewnie złoto zdobyłbym z czasem na poziomie 7.36. Dlatego podkreślam – jeśli wszystko dobrze się ułoży, to zagrożony jest nie tylko rekord Polski, ale też rekord Europy.

Trenujesz w grupie z Damianem Czykierem. On też w tym sezonie biega szybko, chociaż na mistrzostwach Polski błąd kosztował go medal. Jesteście tak na co dzień, podczas treningów, wsparciem dla siebie?

Wspieramy się całą grupę. Tak dobieramy sobie zespół, żeby wszystko grało. Wiadomo, że Damian jest na innym etapie kariery niż ja. Dzieli nas 10 lat różnicy. Na mistrzostwach Polski bardzo dobrze wyszedł z bloków, miał świetną reakcję. Ja byłem z przodu, przed nim, kiedy zanotował ten błąd. Pchnęło mnie to nieco do przodu, zachwiało mi oczywiście rytm. Natomiast błąd Damiana miał dla niego dużo większe konsekwencje.

Żałujesz, że niepokonany w hali Grant Holloway opuścił starty w tym sezonie i nie będziesz miał tej szansy przerwać jego serię?

Teraz już nie żałuję. Robię swój plan. W 2028 roku spotkamy się w hali jak równy z równym. Oczywiście w tym sezonie byłoby ciekawie zmierzyć się z nim. Natomiast mój plan jest taki, aby za dwa lata spotkać się z Hollowayem jako mistrz świata w hali. On wygrywał halowe mistrzostwa trzy razy, ja chciałbym triumfować w tym roku. Wtedy będziemy walczyć jak równy z równym. A w roku 2028 są przecież też igrzyska olimpijskie.

U niego, w Los Angeles.

To sprawi, że będzie trudnym przeciwnikiem, ale to właśnie o to chodzi. Zrobić show. Mam jeszcze dwa lata na zrobienie odpowiedniego progresu.

A kogo zatem widzisz gronie Twoich najpoważniejszych rywali podczas mistrzostw świata w hali? W światowej czołówce biegu na 60 metrów przez płotki jest naprawdę bardzo ciasno.

Amerykanie będą z pewności mocni. Może nie obaj, z którymi dzielę pierwsze miejsce w tabelach, ale z pewnością jeden z nich.

Masz za sobą w tym jedenaście biegów i wszystkie zakończyłeś zwycięsko. W obliczu tego, że sezon halowy jest relatywnie krótki, to robi to wrażenie.

Były momenty, że źle wyszedłem z bloku, a jednak na dystansie dawałem radę odrobić. Było wszystko pod kontrolą. To chyba mój najlepszy sezon w hali, sezon życia. Nigdy nie miałem takiej dominacji i pewności siebie. Regularności biegania. Czy to robi wrażenie? Tak, ale jeszcze większe będzie robiło, jeśli zakończę halę z 14 wygranymi. A to będzie oznaczało złoto halowych mistrzostw świata w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń. Taki jest mój cel.

Maciej Jałoszyński / foto: Tomasz Kasjaniuk

Powrót do listy

Więcej